""
close

  • Być wiernym Ojczyźnie mej, Rzeczypospolitej Polskiej
  • BITWA POWIETRZNA NAD GANDAWĄ

  • Bitwa powietrzna nad Gandawą

    1 stycznia 1945 r. Niemcy podjęli próbę realizacji planu pod kryptonimem "Bodenplatte". Operacja miała na celu unieszkodliwienie lotnictwa aliantów, poprzez dokonanie zmasowanego ataku na lotniska w Belgii i Holandii. Do wykonania zadania przygotowano myśliwce oraz myśliwce bombardujące, jakie Niemcy posiadali na froncie zachodnim - Focke-Wulfy FW 190 i Messerschmitty Bf 109. Jednym z lotnisk, które mieli zbombardować Niemcy, było St. Denijs Westrem w Belgii, pod Gandawą. Na lotnisku tym stacjonowały od października 1944 r. trzy polskie dywizjony (302 Dywizjon "Poznański", 308 "Krakowski" i 317 "Wileński"), tworzące razem 131 Skrzydło Myśliwskie.

      
     Gandawa, z prawej strony widoczny kadłub
    zniszczonego na płycie lotniska bombowca.

    Podgandawskie lotnisko przydzielono do ataku jednostkom I./JG 1 (dowódca Hptm. Georg Hackbarth) oraz II./JG 1 (dowódca Hptm. Hermann Staiger). Łącznie w stronę Gandawy poleciało około 40 Focke-Wulfów.

    Tymczasem trzy polskie dywizjony otrzymały zadanie bombardowania dróg komunikacyjnych i przepraw przez Mozę. O 8.27 wystartowało dwanaście Spitfire'ów 308 dywizjonu (pod dowództwem kpt. Ignacego Olszewskiego), o 8.40 jedenaście samolotów 317 dywizjonu (kpt. Marian Chełmecki) i o 8.49 osiem maszyn 302 dywizjonu (por. Edward Jaworski). Polacy zabrali po jednej bombie 500 funtowej i dwie bomby po 250 funtów każda. Polskie Spitfire'y kolejno bombardowały wyznaczone cele, nie użyły jednakże broni pokładowej.

    W tym samym czasie nad lotnisko St. Denijs Westrem nadleciały niemieckie myśliwce. Po zrzuceniu bomb zaczęły ostrzeliwać z broni pokładowej cele, zapalając samoloty, ciężarówki, budynki i wszystko inne, co dało się zniszczyć. Obrona przeciwlotnicza została zaskoczona, poza tym jej stan był niepełny, gdyż już wcześniej część odjechała na nowe lotnisko w Grimbergen. W wyniku nalotu zginęło trzech żołnierzy z personelu naziemnego - kierowcy kpr. Jerzy Koczwara-Bielka i kpr. Antoni Komorowski oraz mechanik kpr. Józef Sikora, zaś 18 innych zostało rannych (w tym 11 ciężko). Po pojawieniu się nad lotniskiem niemieckich samolotów, stanowisko dowodzenia natychmiast przekazało przez radio prośbę o ratunek do będących w powietrzu Polaków.

    Kpt. Chełmecki i kpt. Olszewski zwiększyli prędkość i po chwili ujrzeli kłęby czarnego dymu nad lotniskiem (dywizjon 302 był zbyt daleko od St. Denijs, aby interweniować). Niemcy, zajęci ostrzeliwaniem lotniska, w pierwszej chwili nie dostrzegli Spitfire'ów i dali się zaskoczyć. Polacy rozproszyli się i zaczęła się bezładna pogoń za Niemcami. Wiele Focke-Wulfów zostało zestrzelonych tuż nad lotniskiem, rozbijając się na okolicznych polach. Niektórzy z pilotów gonili nawet uciekające w kierunku południowo-wschodnim Focke-Wulfy, większość jednak ze względu na brak paliwa pozostała nad Gandawą i czekała na możliwość lądowania. Niestety, w czasie walki zginęło także dwóch lotników, zestrzelonych przez niemieckie myśliwce. Byli to ppor. Wacław Chojnacki z Dywizjonu "Krakowskiego" oraz por. Tadeusz Powierza z Dywizjonu "Wileńskiego". Wraz z trójką mechaników spoczęli na cmentarzu w St. Denijs (ekshumowani potem do Lommel).

     
     Zwycięscy piloci 308 dywizjonu przy skrzydle
    jednego z zestrzelonych Focke-Wulfów.
    Z chwilą podjęcia walki przez polskich myśliwców ataki na lotnisko ustały, a personel naziemny rzucił się ku pasom startowym, by usunąć z nich kawałki blach, resztek spalonych pojazdów i jak najszybciej umożliwić polskim pilotom lądowanie.

    Podczas ataku na St. Denijs Westrem Niemcy stracili 21 samolotów - 17 pilotów poległo, a 4 dostało się do niewoli.

    Opracowano na podstawie: www.polishairforce.pl

    Drukuj Drukuj Podziel się treścią: